Strefa Wisły

Kolosalna przewaga na nic - Wisła 0:0 Arka

Przeważali, kontrolowali przebieg spotkania, ale... Ostatecznie na niewiele się to zdało. Tak w skrócie można podsumować otwierające kampanię 2018/19 starcie Białej Gwiazdy z Arką Gdynia. Mimo przejęcia pełnej inicjatywy i stworzenia kilku groźnych sytuacji na czele z niewykorzystanym rzutem karnym, Wiślacy jedynie bezbramkowo zremisowali z przyjezdnymi z Trójmiasta.

IMG 3255

Zamieszania towarzyszące krakowianom od początku okresu przygotowawczego powodowały, że przed pierwszym kopnięciem nowego sezonu każdy - zarówno zawodnicy, jak i kibice - nie mieli pojęcia, czego można się aktualnie po Wiśle spodziewać. Po cichu każdy liczył, że pewne sprawy udało się zamknąć, a największe pożary ugasić na tyle, że nie będą one znacząco wpływały na postawę na murawie. Mało kto chyba jednak spodziewał się, że Wisła będzie w stanie tak zdominować spotkanie przeciwko zwyciężczyni Superpucharu Polski z ubiegłego tygodnia, gdyńskiej Arce. Od początku jednak podopieczni trenera Stolarczyka weszli w posiadanie piłki i w zasadzie rzadko kiedy w ogóle ją oddawali. To sprawiało, że zaczęli dochodzić do sytuacji, a Arkowcy byli zupełnie bezradni - ich próby kontrataków nie stwarzały żadnego zagrożenia pod bramką Michała Buchalika.

W pierwszej połowie w centrum uwagi był przede wszystkim Jesus Imaz. Hiszpan już w 6. minucie mógł otworzyć wynik meczu, lecz Steinbors po drobnych problemach poradził sobie z jego uderzeniem. Chwilę później obaj panowie znów starli się w bezpośrednim pojedynku, tym bardziej jednak zdecydowanie bardziej fizycznym - główka Bashy trafiła w okolice Imaza stojącego oko w oko z łotewskim golkiperem, lecz skrzydłowy gospodarzy nie zdołał sięgnąć piłki i boleśnie zderzył się z rywalem. 23. minuta to kolejna szansa... Jesusa Imaza. Fatalne wznowienie gry przez Steinborsa trafiło wprost pod nogi Hiszpana, ale ten fatalnie przestrzelił, posyłając futbolówkę wysoko w trybuny. Kilka minut później przechwyt i świetne zagranie Patryka Małeckiego po raz kolejny otworzyło drogę do bramki Imazowi, ale ten i tym razem chybił, uderzając płasko obok słupka bramki gości. Na koniec pierwszej odsłony próbował jeszcze Zdenek Ondrasek, ale Czechowi również brakło skuteczności.

Druga połowa rozpoczęła się od naporu Wisły i serii rzutów rożnych, których także nie udało zamienić się na gola. Wreszcie, w 63. minucie sędzia Piotr Lasyk nie miał najmniejszych wątpliwości po faulu Helstrupa na Ondrasku po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i słusznie podyktował rzut karny! Do piłki podszedł kapitan Białej Gwiazdy, Rafał Boguski. I uderzył... W swoim stylu. Płasko, w sam środek, idealnie dla Steinborsa, który nogami wybronił to uderzenie, wypluwając tym samym piłkę centralnie na wprost pod nogi Bogusia. I o ile karnego jeszcze jakoś można przeboleć, to dobitka do pustej bramki wołała o pomstę do nieba. Nasz doświadczony skrzydłowy katastrofalnie przestrzelił, posyłając piłkę dobre kilka metrów nad bramką Arki.

Trenerzy zaczęli decydować się na wprowadzanie zmian. Wejście smoka mógł zaliczyć Martin Kostal, który chwilę po pojawieniu się na boisku ułożył sobie piłkę do strzału i uderzył bardzo precyzyjnie. Niestety jednak, Steinbors wyciągnął się jak struna i zdołał sparować futbolówkę na poprzeczkę, utrzymując bezbramkowy remis. Wiślacy przechodzili do coraz prostszych środków, próbując za wszelką cenę przebić się przez skomasowaną obronę gdynian. Do ostatniego gwizdka arbitra ta sztuka jednak im się nie udała, więc, mimo całej przewagi, Białą Gwiazdę musi zadowolić jedno oczko na otwarcie.

Wisła Kraków - Arka Gdynia 0:0 (0:0)
 
Wisła: Buchalik - Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Kort - Boguski (81’ Wojtkowski), Imaz, Małecki (68’ Košt’ál) - Ondrašek (90’ Kolar)
 
Arka: Šteinbors - Zbozień, Marić, Helstrup, Marciniak - Bogdanow (81’ Siemaszko), Nalepa - Zarandia (89’ Danielak), Janota, Cvijanović (60’ Aankour) - Kolew 
 
Żółta kartka: Cvijanović
 
Sędziował: Piotr Lasyk z Bytomia
 
Widzów: 9 215

 

Back to Top