Strefa Wisły

Wielki pokaz charakteru - Lech 2:5 Wisła

Z tygodnia na tydzień piłkarze Białej Gwiazdy imponują coraz bardziej. Boiskowa postawa całego zespołu od początku pracy trenera Macieja Stolarczyka, a także fantastyczna atmosfera, która coraz mocniej cementuje szatnię sprawiają, że serce rośnie. W tym wszystkim brakowało jednego - skuteczności pod bramką rywali, a co za tym idzie, zwycięstw. Tym razem, po trudnym początku Wiślacy postanowili odbić sobie wszystkie pudła z wcześniejszych meczów i zaaplikowali poznańskiemu Lechowi przy Bułgarskiej aż pięć bramek, tracąc przy tym tylko dwie!

IMG 4868

Tradycyjnie już od pierwszego gwizdka sędziego Wisła ruszyła do ataku, by szybko ustawić sobie mecz pod siebie. Po zgraniu Kostala strzelał Ondrasek, ale wprost w Buricia. Chwilę potem z dystansu próbował Bartosz, ale uderzył bardzo niecelnie. Szybko jednak to gospodarze przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania. Świetna akcja Pedro Tiby, który obsłużył Gajosa podaniem kreującym polskiemu pomocnikowi sytuację sam na sam, w której jednak trafił tylko w słupek, była pierwszym poważnym ostrzeżeniem. Jak okazało się kilka chwil później, pierwszym i ostatnim. Joao Amaral przyjął górne podanie od Makuszewskiego na prawym skrzydle i z łatwością ominął Macieja Sadloka, po czym ładnym technicznym strzałem zewnętrzną częścią buta umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Lisa. Tym sposobem już w 8. minucie Lech otworzył wynik meczu. Wiślacy próbowali szybko się odgryźć, lecz próby Bartosza na niewiele się zdały.

W 18. minucie sytuacja gości jeszcze bardziej się skomplikowała. Dośrodkowanie Makuszewskiego z prawej strony ręką odbił Rafał Pietrzak, za co sędzia Paweł Raczkowski podyktował rzut karny dla Lecha. Tego na gola bez problemu zamienił Gytkjaer i na tablicy widniał już wynik 2:0 dla poznaniaków. Wydawało się, że Lechici mają ten mecz pod całkowitą kontrolą i tylko kataklizm mógłby sprawić, że nie sięgną tego dnia po kolejne trzy ligowe punkty... Kilka minut później kolejną doskonałą szansę do podwyższenia wyniku miał Amaral, który szczęśliwie znalazł się w doskonałej okazji strzeleckiej, ale nie potrafił nawet trafić w światło bramki z bliskiej odległości. Wisła na kolanach? Tak mogło niektórym się wydawać... Ale nie tym razem!

W 24. minucie bardzo czujny był Martin Kostal, który wykorzystał złe obliczenie toru lotu piłki przez Janickiego, który minął się z futbolówką w powietrzu, po czym precyzyjnym strzałem po długim słupku zdobył bardzo ważną, dającą nadzieję bramkę! Od tego momentu gra zrobiła się bardziej wyrównana, często toczyła się w środkowych sektorach boiska. Do końca pierwszej połowy nieśmiało próbowali zarówno jedni, jak i drudzy, ale wszystko ostatecznie spełzało na niczym. Najgodniejszymi uwagi były strzały Kostala, Jóźwiaka, Amarala z przewrotki oraz Gajosa, który już w doliczonym czasie gry sprawił Mateuszowi Lisowi sporo problemów.

Druga odsłona ponownie rozpoczęła się od skomasowanego ataku krakowian. Najpierw po wrzutce z rzutu rożnego groźnie uderzał Wasilewski, ale z jego strzałem Burić jeszcze sobie poradził. Bezradny okazał się za to chwilę później, w 50. minucie, kiedy kapitalne otwierające podanie Kostala sprytnie i przytomnie wycofał Jesus Imaz, całkowicie zaskakując bośniackiego bramkarza, a Zdenkowi Ondraskowi zostało tylko umieścić piłkę w bramce obok leżącego golkipera, co uczynił z łatwością. Remis! A to dopiero początek zabawy Wiślaków...

55. minuta to krótkie rozegranie rzutu wolnego do Kostala, który bardzo mocno wstrzelił piłkę w pole karne i... Gol! Piłkę do własnej bramki skierował niefortunnie interweniujący Gytkjaer, który odpowiadał w polu karnym za Jesusa Imaza. Biała Gwiazda pokazuje wielki charakter i wychodzi z tarapatów, w których znajdowała się jeszcze nie tak dawno, bez szwanku. Raz, dwa, trzy? Mało!

Nie minęło 6 minut, a kolejny raz Burić musiał wyciągać piłkę z siatki! Kolejny stały fragment gry i kolejne kapitalne zagranie rozgrywającego zawody życia Martina Kostala, który idealnym podaniem z pierwszej piłki po wrzucie z autu obsłużył Zdenka Ondraska. Czech przyjął piłkę i momentalnie uderzył w kierunku dalszego słupka, podwyższając rezultat na 2:4!

Lech został kompletnie rozbity. Chaos, jaki wkradł się w szeregi podopiecznych Ivana Djurdjevicia, plątał im nogi i nie pozwalał stworzyć żadnego większego zagrożenia pod bramką Lisa. Wisła natomiast tylko z tego korzystała i jeszcze podkręcała tempo, kreując z łatwością kolejne strzeleckie sytuacje. Znów w centrum wydarzeń znalazł się Ondrasek, lecz tym razem Kobra okazał się nieskuteczny, uderzając głową w interweniującego Buricia. Lechici za to tylko uderzali głową w mur. Wymuszone dośrodkowania czy też strzały z dystansu z nieprzygotowanych pozycji były tylko objawami bezradności Kolejorza. Bardzo dobrze pracował cały blok defensywny Wisły z Wasilewskim i Sadlokiem na czele. Najgroźniej pod bramką Białej Gwiazdy zrobiło się, gdy na prawym skrzydle przyspieszył Tiba, który zagrał piłkę wzdłuż bramki, ale Gytkjaer strzelił bardzo niecelnie.

Co nie udawało się gospodarzom, bez problemu wykonali Wiślacy! W 90. minucie meczu świetnym otwierającym podaniem wykazał się Kort, który uruchomił Jesusa Imaza. Hiszpan stanął oko w oko z golkiperem Lecha, ale zamiast strzelać, minął go i wygonił się na skraj pola karnego. Zachował jednak przytomność umysłu i dostrzegł aktywnie walczącego o pozycję przed bramką Marko Kolara i podał mu idealnie na nogę. Chorwatowi, który zmienił wcześniej Ondraska, pozostało tylko dołożyć nogę i ustalić wynik spotkania na 2:5! Szok? Nie dla nas! Od początku nowej kampanii Wisła pokazuje, na jak wiele ją stać i jak ogromny drzemie w niej potencjał. Gdyby tylko udało się zachować skuteczność z rywalizacji z Lechem w dalszej części sezonu...

 

Lech Poznań - Wisła Kraków 2:5 (2:1)
1:0 Amaral 8’
2:0 Gytkjær 18’
2:1 Košťál 24’
2:2 Ondrášek 50’ 
2:3 Gytkjær (sam.) 55’  
2:4 Ondrášek 61’
2:5 Kolar 89’
 
Lech: Burić - Janicki, Vujadinović, De Marco - Makuszewski, Cywka (76’ Tomczyk), Tiba, Jóźwiak (61’ Tomasik) - Amaral, Gytkjær, Gajos (83’ Răduţ)
 
Wisła: Lis - Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Kort - Bartosz (62’ Boguski), Imaz, Košťál (79’ Arsenić) - Ondrásek (74’ Kolar) 
 
Żółte kartki: De Marco, Tomczyk, Răduţ - Imaz, Wasilewski
 
Sędziował: Paweł Raczkowski z Warszawy
Back to Top