Bez nagrody za ambicję - Jaga 1:0 Wisła
Krakowianie postawili ciężkie warunki będącej na fali Jagiellonii na jej terenie. Od początku spotkania starali się narzucić swój styl gry rywalom i zarówno w ofensywie, jak i z tyłu wyglądali przynajmniej przyzwoicie. Nawet mimo kłód rzucanych pod nogi, Biała Gwiazda prezentowała zaciekłą walkę do samego końca o chociażby jeden punkt. Niestety, ostatecznie nie udało się zdobyć i tego. Wisła uległa Jagiellonii 1:0, choć do Krakowa może wracać z podniesionym czołem.

Od pierwszych minut celem Wiślaków było przede wszystkim przejąć inicjatywę nad przebiegiem meczu. To udało się znakomicie. Przyciśnięci gospodarze popełniali błędy w wyprowadzaniu akcji i oddawali piłki gościom, a ci starali się robić z niej jak najlepszy użytek. Już na początku strzelał Małecki, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Następnie przed szansą stanął Boguski, ale zupełnie bez wiary złożył się do uderzenia głową z dobrej pozycji w polu karnym, przez co chybił. Chwilę później z dalszej odległości próbował Basha, ale posłał piłkę wysoko nad bramką. Kolejna akcja Wisły skrzydłem - tym razem dośrodkowywał Jesus Imaz, który odnalazł dobrze ustawionego Patryka Małeckiego, lecz Mały niedobrze złożył się do woleja i nieczysto trafił w piłkę, ułatwiając tym samym interwencję Kelemenowi.
Białostoczanie otrząsnęli się dopiero po upływie kwadransu. Pierwszy strzał na bramkę Buchalika oddał Machaj z rzutu wolnego. Uderzył mocno, ale w środek, z czym bez większych problemów poradził sobie doświadczony golkiper krakowian. W 28. minucie groźną akcję lewą flanką przeprowadził Guilherme, który minął Małeckiego i znalazł się już kilka metrów od bramki, ale jego próba wyłożenia piłki na strzał któremuś z patrnerów zakończyła się niepowodzeniem. Podopieczni trenera Stolarczyka natychmiast odpowiedzieli kontratakiem zakończonym precyzyjnym dośrodkowaniem w kierunku Imaza, lecz kapitalnie interweniował były Wiślak, Łukasz Burliga, który zgarnął piłkę Hiszpanowi sprzed nosa. Niestety, swoją interwencję okupił poważnym urazem - naciągnięcie mięśnia przywodziciela nie tylko uniemożliwiło mu kontynuację gry w tym spotkaniu, ale i może wykluczyć go z zajęć na kilka tygodni. Po dłuższej przerwie nadszedł czas na szybszy atak Wisły zakończony precyzyjnym, lecz zbyt anemicznym strzałem Boguskiego. Po chwili z dystansu próbował Małecki, lecz Kelemen wybił piłkę na rzut rożny. W 41. minucie doszło do kolejnego przykrego incydentu - Karol Świderski zderzył się z Kubą Bartkowskim w polu karnym gości i upadł na murawę, tracąc przytomność. Skrzydłowy Jagiellonii nie mógł oczywiście grać dalej, toteż trener Mamrot był zmuszony sięgnąć już po drugą zmianę podyktowaną urazem swojego podopiecznego. Na zakończenie zmagań w pierwszej połowie Jesus Imaz próbował ekwilibrystycznego uderzenia przewrotką, ale został złapany na pozycji spalonej.
Druga odsłona zaczęła się od bardziej wyrównanej gry. Pierwsze większe zagrożenie przyszło ze strony Rafała Pietrzaka, który złamał akcję do środka na prawą nogę i uderzył zza pola karnego. Nadał jednak futbolówce za małą rotację i minimalnie chybił. Białostoczanie już po chwili byli bardzo bliscy otwarcia wyniku spotkania. Dośrodkowanie spadło pod nogi Tarasa Romanczuka, który z najbliższej odległości trafił jednak wprost w znakomicie ustawionego Michała Buchalika. Nie minęło wiele czasu, aż doszło do najbardziej feralnego okresu gry dla Wisły. Najpierw akcja w ofensywie, szarża Zdenka Ondraska, który reklamuje faul i zwija się z bólu na boisku, na co sędzia Marciniak w żaden sposób nie zareagował. Następnie szybka kontra Dumy Podlasia i wyprowadzenie Romana Bezjaka oko w oko z Buchalikiem, który być może podejmuje zbyt pochopną decyzję o nieregulaminowym zatrzymaniu napastnika gospodarzy, co po interwencji VAR-u skutkuje czerwoną kartką dla polskiego golkipera i rzutem wolnym z szesnastego metra dla Jagi. Trener Stolarczyk był więc zmuszony do zdjęcia z boiska jednego z graczy z pola i zastąpienia go debiutującym w Ekstraklasie Mateuszem Lisem - padło na Patryka Małeckiego. Z rzutu wolnego przymierzył Arvydas Novikovas, a zrobił to na tyle nieprzyjemnie, że nierozgrzany jeszcze bramkarz Wisły wypluł ją przed siebie, gdzie już czyhał Bezjak, który wbił futbolówkę do pustej bramki. W ten sposób od 60. minuty Wiślacy musieli grać nie tylko o jednego mniej, ale i z bagażem jednej bramki.
Ten splot niefortunnych zdarzeń wcale jednak nie załamał walecznego zespołu Białej Gwiazdy, która tym bardziej ruszyła do ataku i odrabiania strat. Po przebiegu meczu wcale nie dało się odczuć, że to Wiślacy grają w osłabieniu. W 67. minucie do piłki ustawionej przed polem karnym po faulu na Ondrasku podszedł Marcin Wasilewski, który uderzył zarówno silno jak i dokładnie w samo okienko, a mimo to doskonale zdołał interweniować Marian Kelemen, który sparował piłkę na rzut rożny. Następnie po szybkiej wymianie podań piłka trafiła do Jesusa Imaza, który chciał technicznie pokonać słowackiego bramkarza lobem z 18. metra, ale choć pomysł był dobry, to wykonanie pozostawiło nieco do życzenia. Szturm Wisły na bramkę Jagi skutkował oczywistymi lukami w defensywie, z czego skrzętnie starali się korzystać podopieczni trenera Mamrota. Szybkie ataki strzałami kończyli dwukrotnie Frankowski i Novikovas, ale nie zdołali pokonać Lisa. Niestety, konkretów z przodu do końca zabrakło także i Wiśle. Mimo postawy godnej podziwu i naprawdę przyjemnego dla oka i kibicowskiego serca stylu gry, nie udało się wyrwać z wyjazdu na Podlasie ani oczka - choć obiektywnie patrząc, ono za ten mecz Wiślakom się po prostu należało. Panowie, tak trzymać!