Strefa Wisły

Czas na derby!

Są mecze ważne i ważniejsze, jednak żaden nigdy nie da takich emocji co starcia derbowe. W tym sezonie nie musieliśmy czekać na nie zbyt długo, bowiem już w drugiej kolejce Wisła Kraków skrzyżuje rękawice z lokalnym rywalem.


Ciężko wyrobić sobie jednoznaczną opinię na temat „nowej” Wisły po starciu z Górnikiem Zabrze. Rzecz jasna, nikt nie spodziewał się cudów. Ciężko, aby gracze, którzy zgrywali się ze sobą przez dwa tygodnie zagrali typową „krakowską klepkę”. Momentami jednak, chaosu było zbyt dużo. Pomoc zagrała zupełnie antonimicznie do formacji obronnej. Ta wprawdzie nie wyrzekła się błędów, ale ogólnie zagrała całkiem przyzwoicie. In plus niewątpliwie pokazali się Maciej Sadlok i Richard Guzmics. Grali bardzo spokojnie, stanowczo blokując akcje rywali. Trochę gorzej wypadli Łukasz Burliga i Arkadiusz Głowacki. Zanotowali kilka prostych błędów, a bramka padła ze skrzydła, którego pilnować miał „Bury”. Nasz kapitan miał ponadto chyba problemy z komunikacją z nowym bramkarzem Wisły. Było to widoczne podczas feralnego rzutu rożnego, po którym Adam Danch nie trafił do pustej bramki. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to Głowacki „zgarnął” Cierzniakowi piłkę z rąk i głową zagrał do Dancha. Najbardziej wyróżniającym się graczem Wisły był Rafael Crivellaro. Fakt, że załapał się do pierwszej jedenastki mógł wydawać się dość paradoksalny. Nowy nabytek „Białej Gwiazdy” pokazał się jednak z dobrej strony. Nie bał się pojedynków jeden na jeden, próbował od czasu do czasu szarpnąć do przodu. Widać było również, że ma ciąg na bramkę. Próbował oddawać strzały z różnych pozycji, czasem dośrodkowywać. Nie jest to jednak typowy skrzydłowy. Crivellaro często schodził do środka, można było odczuć wrażenie, że tam czuł się zdecydowanie pewniej. Z całkiem dobrej strony pokazał się również Denis Popović. Co prawda Stilicia to on nie zastąpi, bo jak słusznie zauważył wcześniej Paweł Brożek, nie jest to typowa „10” a raczej gracz, który najlepiej czuje się grając jeszcze za rozgrywającym. Jego pozycja to bardziej „6” lub „8” i tam tak jak wspominaliśmy sprawuje się nieźle. Popović nie popisał się żadnym spektakularnym „no-look pass’em”, ale za to więcej pracował w defensywie. Czasem grał mądrze i odpowiedzialnie, jednak momentami powodował, że ludzie na trybunach musieli uważać aby nie oberwać futbolówką. Próbował obsługiwać skrzydłowych, czasem Brożka. Zostawił po sobie dobre wrażenie. Zupełnie odwrotnie niż Tomasz Cywka. Wydawało się, że wniesie on do gry Wisły trochę więcej. Nie przejął roli ani rozgrywającego ani skrzydłowego. Jego występ można określić jak nijaki. Był pozbawiony błysku i równie dobrze mogłoby go na boisku nie być. Jednak pamiętając, że w sparingach spisywał się bardzo dobrze, liczymy, że gdy już się przełamie to jego forma eksploduje. Oby. Krzysztof Mączyński przychodził do Wisły jako defensywny pomocnik i zważając na jego boiskowe zadania, spisał się wzorowo. W defensywie grał bardzo dobrze. Jednak gra w ofensywie nie było w tym spotkaniu jego mocna stroną. Wyglądał trochę jakby czasem bał się wziąć na siebie odpowiedzialność, spróbować zagrać jakieś niekonwencjonalnej piłki, która uruchomiłaby Pawła Brożka. Na boisku zostawił po sobie jednak lepsze wrażenie niż Tomasz Cywka.

Nie wiadomo czy Cracovia jest taka dobra, czy po prostu Lechia oddała mecz bez walki. Z jednej strony piłkarze z Gdańska mieli swoje okazje do zdobycia goli. Ba, przed bramką „Pasów” nawet momentalnie przeważali. Później jednak wyraźnie opadli z sił. Strzelona przez Cracovię bramka podcięła ich skrzydła i to nasi piątkowi oponenci wrócili do Krakowa z podniesionymi głowami. Końcówka poprzedniego sezonu dała im nadzieję, że mogą teraz osiągnąć coś więcej. Ten mecz ją podtrzymał, a więc Wiśle, kolokwialnie mówiąc, nie pozostało nic innego jak bez pardonu, sprowadzić „Pasy” na ziemię. Zwłaszcza, iż mimo wygranej wcale nie zagrali jakiegoś wielkiego meczu. Trzeba jednak przyznać, że skutecznie blokowali akcje Lechii, co wywołało w podopiecznych Jerzego Brzęczka wiele nerwowości, niedokładnych podań.

Derby, jak powszechnie wiadomo, rządzą się jednak swoimi prawami. Przewidywanie czegokolwiek przed takim mecze to jak wróżenie przyszłości z fusów. Jedno jest pewne. Przed nami kilka ciężkich spotkań, jednak w większości z pucharowiczami. Rotacje w składach itd. Można to wykorzystać, ale najpierw trzeba zacząć od Craxy. Zyskać pewność i przede wszystkim potwierdzić, że w Krakowie w jednej kwestii nic się nie zmienia. Aby posłuchać koncertu warto wybrać się na stadion Cracovii, a dobry mecz można zobaczyć tylko na R22.

Kazimierz Moskal przed meczem: –To nie ma znaczenia, że Cracovia pod wodzą trenera Zielińskiego wygrała 8 meczów i 2 zremisowała. Tak jak i to, że Cracovia wygrała w Gdańsku, a my w tym czasie zremisowaliśmy. Nie ma to znaczenia przed meczem derbowym. Ważne jest to co będzie się działo jutro o godz 20:30, tam na murawie. Derby to są derby. Nie zawsze są pięknym widowiskiem. Musimy nastawić się na to, że będzie walka, że to będzie trudny pojedynek, ale trochę jakości, którą mamy, chcemy pokazać.

Back to Top