Strefa Wisły

Podsumowanie: Transferowy szał

Kibice Białej Gwiazdy do sezonu 2015/2016 przestępowali w mieszanych nastrojach. Z jednej strony kontraktu nie przedłużył najlepszy zawodnik ubiegłego sezonu – Semir Stilic, a z drugiej strony klub podpisał kontrakt z Cywką, Popovicem, Crivellaro czy wreszcie z Mączyńskim i Cierzniakiem.

Wszyscy liczyli szczególnie na Polaków więc najpierw zajmijmy się Tomkiem Cywką, który swego czasu strzelał bramki na zapleczu Premier League. Jego ozdobą miały być popisowe strzały z dystansu, które zobaczyliśmy ale …w meczu  z legendami Białej Gwiazdy. Piękna bramka w spotkaniu z dawnymi gwiazdami, nie była przełomową i nadal można było liczyć jego minuty spędzone na boisku na jednej ręce. Grać regularnie zaczął pod koniec tego roku kalendarzowego, ale tylko z powodu problemów kadrowych drużyny i do tego na pozycji lewego obrońcy, a przypomnijmy ze sprowadzany był z myślą o zawodniku środka bądź boku pomocy.  Jak sobie poradził? Na pewno nie można go obwiniać za beznadziejne wyniki zespołu, ale stwierdzenie że młody Bartosz, który występował po drugiej stronie defensywy,  sprawiał lepsze wrażenie doskonale podsumowuje występy doświadczonego Polaka. W statystykach również Tomasz Cywka zawodzi, wystąpił w 18 spotkaniach Białej Gwiazdy, ale na boisku spędził tylko 679 minut, co daje średnio 38 minut w każdym spotkaniu. Nie zdobył ani jednej bramki czy też nie zanotował asysty. Przekreślać zawodnika na pewno po jednej rundzie nie można, ale po tym zawodniku, po tym transferze wszyscy liczyli na wiele, wiele więcej.  Przypomnijmy, że jego kontrakt jest ważny jeszcze przez dwa i pół roku.

Kolejnym zawodnikiem, którego bierzemy pod lupę jest Krzysztof Mączyński. Zdecydowanie transfer, który można było określać bombą transferową, bowiem reprezentant Polski, który przebojem wywalczył miejsce w pierwszym składzie kadry i wydaje się ze jest pewny wyjazdu do Francji na Mistrzostwa Kontynentu, podpisał kontrakt z Wisłą, która boryka/borykała się z dużymi problemami finansowymi.  Był to ewidentnie wielki sukces zarządu, choć dużo ze swojej strony dodał na pewno sam zawodnik, który podkreślał na każdym kroku, że Biała Gwiazda jest mu wyjątkowa, a znaczenie miał fakt, że na świat miał przyjść ł mu nowy potomek. Jego występy były mocno solidne, był wyróżniającą się postacią zespołu Kazimierza Moskala, który grał efektownie, często też efektywnie, choć często brakowało szczęścia w odniesieniu wyższego dorobku punktowego. Jego statystyki strzeleckie nie zwalają z nóg, bowiem jedyna bramka, strzelona w derbach Krakowa, to zdecydowanie za mało jak na piłkarza tej klasy. Krzysiek, wrócił do Wisły po 4 latach i jest na dobrej drodze aby zostać być może i nawet legendą na skalę Arka Głowackiego. Każdy z nas jest w stanie wyobrazić to sobie, ze to właśnie on poprowadzi Wisłę na jej właściwe miejsce, a ma do tego wszelkie predyspozycje. „Mąka” nie powiedział jeszcze ostatniego zdania i jestem przekonany ze na wiosnę pokaże pełnię swoich umiejętności.

 

Strzał w „10” – tak można określić podpisanie kontraktu z Radosławem Cierzniakiem. W pierwszej chwili wszyscy zastanawiali się po co nam on? Przecież mieliśmy Buchalika i Miśkiewicza, a wobec ich kontuzji szansę wypadałoby dać młodemu Zającowi. Cierzniak nie miał zbyt dobrej renomy wśród naszych kibiców, większości nam kojarzył się z babolem, który popełnił grając mecz w barwach przeciwników zza błoń. Rzeczywistość zawstydziła chyba wszystkich, wybierany co miesiąc na najlepszego zawodnika drużyny, aż w końcu wybranego na najlepszego zawodnika całego roku. Znalazło się również miejsce dla niego w najlepszej jedenastce rundy całej ekstraklasy. Żałować można tylko tego że podpisano z nim tylko roczny kontrakt. Jednym z najważniejszych zadań nowego zarządu powinno być wywalczenie jego podpisu pod nową umową. Od dawna nie mieliśmy tak dobrze i pewnie broniącego bramkarza… Jak sam podkreślał niejednokrotnie, prawdziwe życie bramkarza zaczyna się po 30 wieku życia i tak na prawdę pierwszy raz rozumiem co miał na myśli. Z przeciętnego bramkarza w moich myślach, wyrósł na najlepszego łapacza piłek w ekstraklasie.  Przełomowym momentem w jego karierze był na pewno pobyt w Szkockim Dundee United, gdzie wyrósł na idola wielu kibiców.

Rafael Crivellaro – do Brazylijczyka z Włoskim paszportem mam mieszane uczucia. Przychodził do Krakowa w słabej kondycji fizycznej. Jego początkowe spotkania, ktróre rozpoczynał od 1 minuty kończyły się przy 70 minucie, bowiem na więcej nie był przygotowany. Liczyliśmy, że po nadrobieniu zaległości pokaże swoją pełnię umiejętności, jednak było zupełnie na odwrót. Gdy w debiutanckim meczu zdobył piękną bramkę z 35 metrów, wszyscy byli jednego zdania. Ten transfer nie może nie wypalić. Widać było, że ma zmysł do gry kombinacyjnej, którą preferował trener Moskal, jednak to czego u niego brakowało to wykończenie. Gdyby nie to, jego dorobek strzelecki byłby jeszcze o wiele większy. Ostatecznie zatrzymał się na 3 trafieniach. Momentem zwrotnym był zmarnowany rzut karny w meczu z Górnikiem Łęczną. Tą sytuacją nie zaskarbił sobie serc zawodników z drużyny, bowiem do wykonania jedenastki był wyznaczony inny zawodnik.  Do końca roku grał jedynie końcówki, choć w ostatnich spotkaniach, gdy drużynę dopadła plaga kontuzji otrzymał szansę gry od pierwszych minut, jednak jego występów lepiej nie komentować. Miał okazję wykazać się, ale podobnie jak cała drużyna, zawiódł.  Być może jego przygoda z Krakowskim klubem dobiegnie końca jeszcze w tym miesiącu, bowiem otrzymał on od klubu zgodę na poszukiwanie sobie nowego klubu. Jego kontrakt jest bowiem jeszcze ważny przez dwa i pól roku.

Zawodnikiem, który miał wypełnić  lukę po Semirze Stilicu miał być Denis Popovic. Wyróżniający się gracz 1 ligi, miał wnieść do drużyny nową jakość, przemawiały za nim same pozytywne opinie, opinie że w drużynie Olimpii, skąd do nas przyszedł marnował  się. Notabene, Denis miał do nas przyjść wcześniej, jednak jego transfer zatrzymało podpisanie kontraktu z …. Semirem Stilicem. Osoby znające bliżej Słoweńca, podkreślały żeby nie wierzyć, że będzie on w stanie zastąpić niewątpliwie gwiazdę Ekstraklasy, którą był Bośniak, bowiem było to zawodnik o zupełnie innym profilu. Przekonali się o tym kibice już w pierwszym meczu z Górnikiem Zabrze, w którym to wypadł przeciętnie. Inaczej nie było w innych spotkaniach, choć iskierkę nadziei wrócił on kibicom po występie z Podbeskidziem, w którym zagrał pierwsze skrzypce.  Ryzyko tego transfer było niewielkie, bowiem kwota za jaką przyszedł do nas jest śmieszna, choć w tych czasach nawet 50 tysięcy złotych dla Białej Gwiazdy jest nie bez znaczenia. Jego  kontrakt jest takiej samej długości co Radka Cierzniaka, jednak sytuacja i pozycja w klubie zgoła inna. Ma on bowiem tylko i aż pól roku na pokazanie, że zasługuje na nowy podpis. Jak na razie jest dalej niż bliżej tego celu.

Podsumowując, wszystkie zaplanowane transfery Białej Gwiazdy okazały się nietrafione. Honor ratują Krzysiek Mączyński oraz Radek Cierzniak, który pojawili się w klubie na wariackich warunkach. Gdyby nie oni, ten rok mógłby być dla Wiślaków jeszcze, choć ciężko to sobie wyobrazić , jeszcze gorszy…. 

Back to Top