Strefa Wisły

Przegrać po takim meczu nie jest wstyd !

Wiślacy przystępując do dzisiejszego spotkania, na pewno nie byli faworytem lub w komfortowej sytuacji. Braki kadrowe, a dokładnie kontuzje Brożka i Burligi pokazały słabości kadry, bowiem obecność na ławce aż 6 jeszcze niedawno juniorów, nie napawały optymizmem przed hitowym starciem kolejki.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego mieliśmy chwilę uroczystości, upominkowy prezent otrzymał Arkadiusz Głowacki, który w dniu dzisiejszym rozgrywał 400 mecz w Wiśle Kraków. Jak na takiego weterana przystało Arek rozegrał bardzo dobre zawody, zresztą jak cały zespół, jednak porażka 0:2 pogrąża nas w gorzkiej rozpaczy. Wszyscy marzą już chyba o przerwie, do której zostały nam jeszcze 2 mecze. Mecze, na które musimy się maksymalnie spiąć i zdobyć w nich ważne punkty, których teraz nam bardzo brakuje.

Zacznijmy jednak od początku, początku który był bardzo obiecujący dla Białej Gwiazdy. Wiślacy grali bardzo dobrze, przeważali, ładnie rozgrywali piłkę na połowie rywala, jednak czegoś brakowało. Brakowało błysku, który mógłby zaskoczyć defensywę Legionistów. Pechowo zaczął się mecz niestety dla Bobana Jovica, który po twardym starciu z Michałem Pazdanem, musiał opuścić boisku. W jego miejsce pojawił się Jakub Bartosz, który jak się później okazało zaliczył bardzo, bardzo dobry występ. Onieśmielam się napisać, ze był wyróżniającą się postacią w zespole Broniszewskiego, a główne zagrożenie niesione w kierunku bramki Kuciaka, szło właśnie jego stroną.

W pierwszej połowie nie mieliśmy praktycznie żadnych okazji brakowych obu drużyn, można do nich zaliczyć co prawda strzał Brzyskiego z rzutu wolnego, który znakomicie już w doliczonym czasie gry, obronił Cierzniak, a jeśli ktoś chciałby postawić na końcowy wynik w połowie, mało kto odważyłby się dać choćby złotówkę na drużynę gości.  

Druga połowa nie zmieniła obrazu gry. Mało tego, wiślacy zaczęli być coraz groźniejsi pod bramką podopiecznych Czerczesowa, gdzie pachniało bramką dla Białej Gwiazdy. W 53 minucie groźnie uderzał Mączyński, którego strzał przed siebie wybił Kuciak, a dobitka Boguskiego była jednak nieskuteczna.   W 73 minucie powinno być 1:0 dla Wiślaków. Rafał Boguski z 10 metrów uderzał z woleja, jednak futbolówka zatrzymała się na jednym z obrońców „Wojskowych”.

Trener Czerczesow, widząc bezradność swoich piłkarzy zaczął wpuszczać kolejnych ofensywnych piłkarzy na pole bitwy. W pewnym momencie na boisku mieliśmy aż 3 napastników, mianowicie : Nikolica, Projovica oraz Piecha. Taktyka zdała niestety egzamin, bowiem w 82 minucie to właśnie przyjezdni objęli prowadzenie, a strzelcem okazał się niespodziewanie Nikolic. Węgier zdobył swoją 20 bramkę w sezonie, strzałem z najbliższej odległości, niemal do pustej bramki.

Wiślacy próbowali jeszcze wyrównać, ale na nic się to zdało, tracąc jeszcze bramkę w ostatniej minucie meczu, po tym jak sam na sam od połowy biegł Nikolic, który podał do „pustaka” Prijovicowi.

Przegrać po takim meczu na pewno nie jest wstyd, szkoda tylko ze po takiej grze i w takim momencie sezonu tracimy kolejne 3 punkty w meczu, w którym teoretycznie byliśmy lepsi…

Wisła Kraków 0:2 Legia Warszawa

Wisła Kraków : Radosław Cierzniak - Boban Jović (21’  Jakub Bartosz), Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Tomasz Cywka - Alan Uryga, Krzysztof Mączyński - Rafał Boguski, Rafael Crivellaro, Wilde-Donald Guerrier (87’  Grzegorz Marszalik) - Maciej Jankowski

Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Bartosz Bereszyński, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Tomasz Brzyski - Stojan Vranjes (77’ Arkadiusz Piech), Tomasz Jodłowiec - Ondrej Duda (58’ Guilherme), Ivan Trickovski, Michał Kucharczyk (82’  Aleksandar Prijović) - Nemanja Nikolić

Back to Top