Sezon zasadniczy na półmetku
Kibice „Białej Gwiazdy” nie mają w ostatnim czasie łatwego życia a ich nastroje z tygodnia na tydzień zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wystarczy wspomnieć, że Wisła nie potrafi wygrać dwóch spotkań z rzędu od ponad roku. Znakomicie rozegrane pojedynki jak te w Bielsku czy Białymstoku przeplatają się z bezbarwnymi jak domowe spotkania z Koroną czy Ruchem. Chwile radości szybko ustępują momentom irytacji. W czym tkwi problem? Dlaczego podopieczni Kazimierza Moskala nie potrafią ustabilizować formy?

Sezon zasadniczy rozgrywek Ekstraklasy właśnie znalazł się na półmetku, Wisła póki co okupuje miejsce w górnej części tabeli i biorąc pod uwagę przedsezonowe zawirowania trzeba przyjąć tę sytuację z całym dobrodziejstwem inwentarza. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że punktów można było zdobyć o wiele więcej unikając chociażby bezbramkowych remisów przy Reymonta w meczach, w których Krakowianie mieli momentami miażdżącą przewagę.
Trudno jest ocenić poziom zadowolenia z dotychczasowego dorobku zespołu, podobnie jak trudno jest określić, o co właściwie w tym sezonie walczy Wisła. Z pewnością celem numer jeden jest zakończenie fazy zasadniczej sezonu w pierwszej ósemce co pozwoli spokojnie patrzeć w przyszłość i stawiać przed sobą nowe wyzwania w fazie mistrzowskiej.
W obecnym sezonie mieliśmy już okazję oglądać Wisłę na tle wszystkich ligowych rywali. Zaledwie dwa razy schodziliśmy z boiska pokonani. Raz przez bijącego wszystkich dookoła lidera z Gliwic, drugi raz dość pechowo przegrywając w Łęcznej z Górnikiem. W obu tych meczach nasz zespół wcale nie prezentował się gorzej od rywala.
Podopieczni Kazimierza Moskala nie wygrywali często, ale gdy to robili to w efektowny sposób. W każdym z wygranych pięciu spotkań - przynajmniej różnicą dwóch bramek. Rywale gdy tylko natrafili na dobry dzień „Białej Gwiazdy” musieli z litością prosić o jak najmniejszy wymiar kary.
Oprócz wspomnianych dwóch porażek i pięciu efektownych zwycięstw było też niestety osiem nieszczęsnych remisów. Wisła dzieliła się punktami średnio w co drugim meczu co mogło czasem wprawić we wściekłość nawet najspokojniejszych kibiców. Z Lechią i Pogonią traciliśmy wydawałoby się pewne zwycięstwa w końcówkach. W rywalizacji derbowej z Cracovią czy inauguracyjnym meczu z Górnikiem Zabrze pierwsi wychodziliśmy na prowadzenie. Dodając do tego remis na Łazienkowskiej w Warszawie, mimo zmarnowania rzutu karnego i trzy bezbramkowo zremisowane mecze na Reymonta – z Koroną, Termaliką i Ruchem, w których byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą można dostrzec ile punktów uciekło wiślakom. W żadnym ze spotkań Wisła nie była zdecydowanie gorsza od rywala co tylko utwierdza w przekonaniu jak dużym potencjałem dysponuje.
Ten sezon Ekstraklasy z pewnością można uznać za zaskakujący. Próżno szukać w czołówce tegorocznych pucharowiczów – Lecha, Śląska czy Jagiellonii. Poniżej oczekiwań spisuje się Lechia Gdańsk, przed sezonem wskazywana za jednego z głównych faworytów rozgrywek. Swoje problemy ma też warszawska Legia, co potwierdza niedawna zmiana trenera przy Łazienkowskiej. Czy to nie idealna sytuacja żeby ukradkiem wślizgnąć się do ścisłego topu i zostać tam na dłużej? Kiedy jak nie teraz powrócić na szczyt? Jasne, nie możemy liczyć tylko na potknięcia rywali, sami z tygodnia na tydzień, z kolejki na kolejkę musimy udowadniać, że jesteśmy drużyną gotową do pokonania każdego. Nikt z nas nie ma chyba wątpliwości, że tak właśnie jest. W tym roku kalendarzowym Wisła rozegra jeszcze sześć ligowych meczów, pozostaje liczyć, że piłkarze sprawią nam miły przedświąteczny prezent i pod koniec grudnia będziemy mogli z góry spoglądać na większość swoich ekstraklasowych rywali. Bo tam jest nasze miejsce! A co dalej? Czas pokaże!
Dominik Budziński