Punkt i spory niedosyt
Ile jeszcze tych remisów? To pytanie mogło siedzieć w głowie trenerowi Moskalowi w ciągu ostatniego tygodnia. Brakło trochę koncentracji i szczęścia, by nowy trener zaliczył prawdziwe „Wejście smoka”. Wisła, mimo dobrej gry, nie była w stanie zgarnąć kompletu punktów w trzech meczach. Z jednej strony nie zaliczyła ani jednej porażki pod wodzą nowego szkoleniowca, z drugiej jednak zwycięstwo i trzy remisy stawiają Wisłę w niewygodnym położeniu. Aby wreszcie pewnie zdobyć trzy punkty i zdecydowanie przybliżyć się do mistrzowskiej ósemki, piłkarze Białej Gwiazdy udali się w piątkowy wieczór do Bielska-Białej.
Na początku był chaos, dużo niedokładności i mało gry w piłkę. Pierwsze 10 minut meczu można podsumować stwierdzeniem „dzida do przodu”. Jedyna sensowna akcja związana była z szarżą Burligi. Mimo to Podbeskidzie broniąc twardo i bezwzględnie, uniemożliwiało krakowianom prowadzenie swojej gry. Kolejny raz wyróżniającym się piłkarzem był Guerrier. Razem ze Stiliciem starali się oni napędzać ofensywne akcje Wisły. W 15 minucie sędzia odgwizdał jedenastkę dla Podbeskidza, następnie decyzję zmienił na rzut rożny, po którym znów odgwizdał karnego. Tym razem zasłużonego. I Górale wyszli na prowadzenie. Wisła próbowała atakować, jednak mądrze i agresywnie grająca formacja defensywna gospodarzy sprawiała, że mimo niezłych prób rozgrywania akcji, do groźnych sytuacji piłkarze Białej Gwiazdy nie dochodzili. A nawet gdy byli blisko, to odpowiednie kopnięcie w nogi podcinało Wiślakom skrzydła. Skrzydła dały jednak Wiśle bramkę. Konkretnie czarne skrzydło. Doskonałe rozprowadzenie kontry przez Stilicia i cudowny strzał Guerriera w długi róg dały gościom remis. Należy też zauważyć bardzo dobrą dyspozycję Dudki w obronie. Pierwsze pół godziny było w jego wykonaniu bezbłędne. I wszystko wyglądało świetnie, do momentu tak bzdurnej sytuacji, jak wrzut z autu. Wrzut z autu, po którym piłka leciała godzinę, minęła wszystkich i na koniec odbiła się od kolana Górkiewicza i wpadła do bramki. I z takim rezultatem piłkarze zeszli na przerwę.
Druga połowa zaczęła się od bezpośredniego uderzenia z rzutu wolego. Strzał Iwańskiego z trudem sparował jednak Buchalik. Z drugiej strony dobrą sytuację miał Jankowski, jednak nie trafił dobrze w piłkę i wynik nie uległ zmianie. Wszystkie akcje ofensywne gospodarzy polegały na długiej piłce do przodu i ewentualnie stałe fragmenty. I to, w połączeniu z ostrą grą obronną, sprawiało, że Wisła zwyczajnie nie stwarzała sobie sytuacji bramkowych. Po 25 minutach chaotycznej gry Wisła wyprowadziła kontrę, piłkę puścił Brożek a bramkę strzelił Donald. Przy tym strzale zawalił Zajac, jednak nie należy umniejszać tutaj zasług Wiślaków. Ta bramka dała krakowianom wiarę i sprawiła, że zaczęli atakować odważniej. Dało to jednak pole do popisu dla Chrapka, który próbował raz po raz urwać stoperom Wisły. Podbeskidzie najgroźniejsze sytuacje tworzyło jednak przy stałych fragmentach. W 87 minucie na boisku usiadł Arkadiusz Głowacki i jak się okazało doznał urazu, który nie pozwolił mu dokończyć 350 meczu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Piłkarze Wisły nie chcieli jednak zaryzykować i przycisnąć w końcówce. Grając asekuracyjnie i broniąc wyniku goście dali rywalom trzy rzuty rożne. Kolejny raz w doliczonym czasie gry w polu karnym Buchalika było groźnie.
Kolejny raz podopieczni Kazimierza Moskala tracą punkty w spotkaniu z teoretycznie słabszym przeciwnikiem. Kolejny raz błędy w obronie sprawiają, że rywale strzelają bramki. Z taką grą może być nawet problem z grupą mistrzowską. Obym się mylił. Na tą chwilę mamy punkt z Bielska i spory niedosyt.
Podbeskidzie Bielsko-Biała 2 – 2 Wisła Kraków
18’ Iwański
37’ Guerrier
41’ Górkiewicz
71’ Guerrier
Podbeskidzie: Zajac - Tomasik, Stano, Konieczny, Górkiewicz - Iwański, Sloboda(61’ Kolcak) - Chmiel, Deja, Sokołowski – Demjan(72’ Chrapek)
Wisła: Buchalik - Burliga, Dudka, Głowacki(87’ Sadlok), Jović – Uryga, Garguła(46’ Jankowski) - Guerrier, Stilić, Barrientos(72’ Stępiński) - Brożek